Duża ustawa reprywatyzacyjna- Nikt niczego nie dostanie a będą tylko zabierać.

Paweł Gazda        26 października 2017        Komentarze (0)

W zeszłym tygodniu ogłoszono decyzję o powstaniu projektu ,, dużej ustawy reprywatyzacyjnej”. Na razie nie wiadomo jak ona będzie wyglądać faktycznie. Nie wiadomo czy w ogóle wejdzie w życie, kiedy i jaka będzie ostateczna treść. Z zapowiedzi wynika, że dotyczyć ma całego kraju.

Czytając projekt trzeba jednoznacznie stwierdzić, iż ustawa reprywatyzacyjna będzie po raz drugi zabierać. Nie jest to ustawa, która komuś coś da, a ustawa, która znowu zabiera. Śmiem twierdzić, iż po kilku latach obowiązywania ustawy okaże się, iż skorzystało z niej kilkadziesiąt, maksymalnie kilkaset osób. Tymczasem ustawa pozbawia wszelkich roszczeń także tych, którzy nie będą składać wniosków o rekompensaty 20% , jak również tych, którzy nie podlegają tej nowej ustawie. Na setki tysięcy osób pozbawionych własności ustawa bowiem dotyczyć będzie jedynie, myślę promila. Ten promil bowiem, w ogóle będzie miał możliwość wyboru czy chce skorzystać z rekompensaty wypłacanej dodatkowo nie wiadomo kiedy, prawdopodobnie po wielu latach od decyzji. Ustawa nie będzie kosztować więcej niż kilka milionów rocznie, taniej niż czas antenowy kupowany we wszelkich telewizjach, gazetach, w których będzie przekazywana informacja o ,, załatwieniu wreszcie po 27 latach sprawy reprywatyzacji i wynagrodzeniu krzywd komunistycznych pokrzywdzonym ludziom” ( chętnie poznam te kilka osób).

Ustawa miała odpowiedzieć na sytuację ,, nabywcy roszczeń” którzy działali jedynie w Warszawie i przychodzili do spadkobiercy i mówili ,, płacę ci 200 tyś za twe roszczenia na których prawdopodobnie za kilka lat zarobie milion złotych, ale mogę też stracić, a ty nie musisz walczyć w sądach, ponosić kosztów i od razu masz pieniądze” ( firmy windykacyjne podobnie działają, dziwne że ktoś pozwala kupować długi za 5, 10 % wartości).

Teraz pojawi się nowy ,, handlarz roszczeń” , który mówi tak ,,albo oddajesz mi swoje roszczenia za 20% albo nic ci się nie należy- masz rok czasu na podjęcie decyzji”( ja dzięki temu zarobię 500% na twych prawach, bo inaczej musiałbym ci zapłacić całość 100%).

Mienie pożydowskie

Paweł Gazda        29 września 2017        Komentarze (0)

Mienie pożydowskieCzęsto w swojej praktyce spotykam się ze sprawami dotyczącymi mienia, które po II wojnie światowej zostało porzucone przez obywateli naszego kraju. Często dotyczy to mienia osób narodowości żydowskiej, która jak wiadomo w ogromnej ilości wyginęła w trakcie wojny lub wyjechała do innych krajów. Po wojnie wobec nie odnalezienia się byłych właścicieli lub ich spadkobierców nieruchomości ich były przejmowane przez Państwo.

Większość tych co przeżyli wojnę nie podjęła skutecznych starań o odzyskanie swych nieruchomości. Wiele osób nawet nie wiedziało, że mu się np. po dalekim wujku jakikolwiek majątek należy. Dopiero w latach 90 rozpoczęły się starania ich o zwrot ich własności.

Do tego jednak czasu wiele się zmieniło. Nieruchomości podlegały różnym perypetiom i losom. Różnie zatem kształtowały się szanse na jej odzyskanie. O ile na początku lat 90 możliwość ubiegania się o odzyskanie była duża i wielu się to udało o tyle z czasem te szanse stopniowo ulegały zmniejszeniu. W wielu sprawach doszło bowiem np. do zasiedzenia. Nie oznacza to jednak, iż nie warto próbować. Dopiero po szczegółowej analizie jednak można podjąć decyzje czy warto to robić, czy też niestety nie ma już sensu tym się zajmować, zważywszy na czas czy też ewentualne koszty. Jak dostaję taką sprawę to dopiero po gruntownym przeanalizowaniu wszelkich zagrożeń, szans mogę stwierdzić, iż warto taką sprawę prowadzić widząc w przyszłości prawdopodobny końcowy pozytywny efekt.

Nie ma sensu jednak prowadzić przegranej od samego początku sprawy. Dlatego też takich spraw nie prowadzę a klient, który się zwraca do mnie otrzymuje szczegółowe wytłumaczenie jego sytuacji prawnej bez narażania go na konieczność dokonywania czynności czy ponoszenia kosztów bez szans na końcowy efekt.

Co musisz mieć aby starać się o odzyskanie nieruchomości

Paweł Gazda        20 czerwca 2017        Komentarze (1)

Często spotykam się z pytaniem co trzeba mieć aby starać się o odzyskanie utraconego majątku. Oczywiście najlepiej mieć stare dokumenty. Wtedy sytuacja jest wręcz komfortowa i po analizie dokumentów już wiem czy w sprawie są szanse, jak duże co trzeba jeszcze zrobić.

Sprawy z jakimi do mnie przychodzicie dotyczą jednak sytuacji które miały miejsce w latach 60,70, 80 ale często w latach 40, zaraz po wojnie. Zwracacie się też ze sprawami dotyczącymi np. ukazu carskiego z 1864r. czy też sprawami dotyczącymi Kodeksu Napoleona, co do którego np. w 2013r w sprawie III CZP 29/13 orzekał Sąd Najwyższy.

Tak więc nie są to akty historyczne, a akty prawa  które są podstawą do orzekania nawet w dniu dzisiejszym nie mówiąc już o BGB,( niemiecki kodeks cywilny) czy np. kodeksach rosyjskich.

Np. na terenie Łodzi do 1946r. obowiązywał Kodeks Napoleona w zakresie dziedziczenia a wyłączał on od dziedziczenia żonę.

Brak dokumentów z waszej strony z uwagi na zamierzchłe czasy niewątpliwie jest istotnym problemem. Często obecnie żyjący nie mają wiedzy co to było, gdzie to było co się z tym stało i na jakich zasadach ewentualnie odebrano.

W wielu sytuacjach zdarza się bowiem, iż okazuje się, że nie zabrano majątku a np. dziadkowie, pradziadkowie, sprzedali daną nieruchomość. W każdej sytuacji warto to zweryfikować. Aby zacząć poszukiwania im więcej dokumentów i informacji tym lepiej. Czasami nie macie jednak żadnego dokumentu i nawet nie wiecie co to mogło być, w jakiej  nieruchomości dotyczy, gdzie położonej.

Taka sytuacja jest najtrudniejsza. Trudno bowiem szukać np. w całej Polsce nieruchomości pradziadka.

Wystarczające dla mnie jest określenie gdzie dana nieruchomość się znajduje. Wtedy mogę rozpocząć poszukiwania.

Kiedyś  jeden z klientów poinformował mnie ,,wiem że coś tam było, ale nie wiem gdzie – znam jedynie miejscowość. Dosyć trudne wśród tysięcy działek w danej miejscowości odnaleźć tą właściwą, która kilkadziesiąt lat temu była własnością, ,,wujka od strony cioci z trzeciego małżeństwa”. Nie miał oczywiście przeprowadzonych spraw spadkowych po kilkunastu osobach zmarłych, których przeprowadzanie było by sensu jeśli ,,wujek” nic by nie miał albo nie było by szans na odzyskanie.

Z pewnym trudem, ale udało się na szczęście ustalić, iż ,, wujek” faktycznie posiadał nie jedną a kilka nieruchomości w tej miejscowości. Udało się zebrać odpowiednią dokumentację i na jej podstawie ocenić, iż są szanse na odzyskanie nieruchomości.

Teraz ,,tylko” trzeba było zrobić sprawy spadkowe po kilkunastu osobach po których dziedziczy kilkadziesiąt osób- w znacznej części nie znanych początkowo mojemu klientowi, trzeba było ich usilnie szukać ( kilka osób mieszkało za granicą na różnych kontynentach ). To wszystko spadło na mnie, klient w zasadzie nie musiał nic robić ( musiał jedynie cierpliwie czekać), a nie przepraszam- musiał podać numer konta.

Miasto Warszawa opublikowało kolejną listę nieruchomości tzw,, śpiochów”. Są to nieruchomości co do których zgłoszono roszczenia reprywatyzacyjne a do dnia dzisiejszego nikt się nie zgłosił.

Taka publikacja ma ogromne znaczenia dla roszczeń dekretowych warszawskich.

Jeśli bowiem na tej liście jest twoje nazwisko i twoja dawna nieruchomość to jeśli nic nie zrobisz i będziesz biernie czekał za 6 miesięcy twoje roszczenia wygasną i nie będziesz mieć szans na odzyskanie nieruchomości bądź uzyskanie odszkodowania.

Zasiedzenie a zawieszenie wymiaru sprawiedliwości

Paweł Gazda        16 marca 2017        Komentarze (1)

W wielu sprawach w poprzednich okresach dochodziło do przejęcia przez Skarb Państwa kamienic, dokonywano tego na drodze postanowień sądów powszechnych. Oznacza to, już z miejsca, że odzyskanie w ten sposób nieruchomości będzie ciężkie.

Pierwszą przeszkodą jest doprowadzenie choćby do tego aby można było merytorycznie rozpoznać sprawę. Jeśli nawet to nam się uda trzeba rozstrzygnąć czy w ogóle doszło do zasiedzenia. Sąd np. 70  roku stwierdził, iż do tego zasiedzenia doszło. Zaistniały zatem wtedy przesłanki do zasiedzenia.

Nawet jak uda się wyeliminować dawną decyzję sądu stan faktyczny sprawy wskazuje, iż od np. 50 roku Skarb Państwa zajmował się nieruchomością, pobierał czynsz, remontował. Tym samym można by go uznać za posiadacza samoistnego co w konsekwencji prowadzi do zasiedzenia. Sąd Najwyższy w uchwale III CZP 30/07 stwierdził, że mogło ale i zarazem nie mogło dojść do zasiedzenia za czasów PRL. Pomimo treści sentencji uchwały Sądu Najwyższego faktycznie Sądy stwierdzają, iż nastąpiło zasiedzenie na rzecz Skarbu Państwa.

Podstawą do tego jest jedno zdanie wyciągnięte z treści uzasadnienia tej uchwały, wskazujące, iż były właściciel musi wykazać, że w stosunku do niego były np. represje polityczne lub inne które uniemożliwiały wystąpienie do Sądu. Jak wskazuje orzecznictwo SN w ten sposób są rozstrzygane na niekorzyść dawnych właścicieli ich sprawy. Dzieje się tak pomimo tego, iż we wspomnianej uchwale jedynie zaznaczono, iż sąd nie może działać automatycznie i musi sprawę zbadać kompleksową.

W mojej ocenie treść tej uchwały została błędnie zinterpretowana przez Sądy, które ogromny sens przypisują temu jednemu zdaniu i wymagają od byłych właścicieli potwierdzenia, iż np. byli więźniami politycznymi. Faktycznie zatem treść tej uchwały jest interpretowana w ten sposób , iż do 1990 nie było stanu zawieszenia wymiaru sprawiedliwości a więc okres posiadania do tego czasu doliczamy do okresu posiadania Skarbu Państwa.

Treść uchwały tymczasem mówi coś odwrotnego.